„Dziewczynom, o których mówi się źle” dedykuje Anna Cieplak swoją nadzwyczaj prawdziwą powieść o młodzieży XXI wieku, Ma być czysto. Brak jednak precyzji w określeniu grupy wiekowej potencjalnych odbiorczyń powieści. Bo choć o nastolatkach pisana i powszechnie przez właśnie  tę grupę powszechnie czytana, powinna być lekturą kierowaną raczej do dorosłych. Szczególnie tych dorosłych, którzy o wizji świata dziecka ery Internetu i smartfonów wiedzą niewiele…

 

NA POKAZ I DLA SZPANU

Na 262 stronach swojej powieści Anna Cieplak nie zamieściła ani jednego zdania, które jakkolwiek poddawałoby w wątpliwość fakt, iż jest to proza realistycznie oddająca przedmiot i sposób myślenia młodzieży tych czasów. Książka przepełniona jest zwrotami do bólu powszechnymi, słowami z niskiego rejestru, i uniwersalnymi frazami (a może – frazesami?), za pomocą których można opisać cały współczesny świat i zachodzące w nim mechanizmy.
 
W ciążę zachodzi się tu przypadkiem, rodzinę skleja się jak patchwork z różnych niepasujących do siebie kawałków, relacje tworzy się „na pokaz” i „dla szpanu”, po ubraniu identyfikuje się rangę społeczną danej osoby, nie pilnuje się dzieci swojego partnera z poprzedniego małżeństwa, wyzywa się od szmat (oby tylko!) „oryginalną” matkę pasierba, bliskości z drugą osobą doznaje się dla wejścia na „kolejny level”.
 
 
 
W kryzysie wychowania nieswojego (lub nawet swojego) dziecka czeka się i liczy na szumnie określaną POMOCĄ interwencję kuratora, która w gruncie rzeczy daje tyle, co nic. Słowem – w świecie kreowanym przez Cieplak robi się wszystko to, co robi się w przeciętnej współczesnej polskiej rodzinie. Gdzieś w tym całym „rodzinnym” bałaganie tkwi jeszcze dziecko. 

 

DLA FOTEK I LAJKÓW

Świat w “Ma być czysto” widziany jest głównie oczami młodszych i starszych dziewczyn – to ich myśli są głównym tematem powieści. Tematem tych myśli jest oczywiście płeć przeciwna. Największym natomiast problemem i zarazem jednostkami, które posiadają najwięcej problemów, są dzieci.
 
Oliwka i Julka, dwie nastolatki z posklejanych rodzin, są ofiarami braku zainteresowania swoich rodziców (którychkolwiek z całego pakietu obu stron bardziej prawdziwych i mniej prawdziwych). Odpowiedzialność za los  dziewczynek jest zrzucana z jednego na drugiego rodzica, aż wreszcie oddawana w ręce sądu i kuratora. W centrum zainteresowania przyjaciółek są mniej lub bardziej atrakcyjni chłopcy (Żółty – przystojny i niedostępny, Chomik – nieatrakcyjny, ale dostępny i Karol – atrakcyjny i dostępny, tylko uzależniony od dragów). Każdemu z nich daleko do ideału, ale nie to jest dla nastolatek istotne.
 
 
Liczy się to, czy będzie się komu nową relacją pochwalić, czy ktoś polajkuje post ze statusem i skomentuje oznaczenie na popularnym portalu społecznościowym. Sposobem na zaistnienie w społeczeństwie jest wyzywający i modny (oczywiście niedostosowany do wieku) ubiór, (amatorski) mocny makijaż, konkretna i uzasadniona plotka (najlepiej o zbliżeniu z chłopakiem w przypadkowym miejscu) i szeroko pojęty udział w imprezowym życiu (na które składają się nocne wyjścia, alkohol, narkotyki i łatwe dzięki nim inicjacje w seksualną dorosłość). 

 

O DZIECIACH NIE DLA DZIECI

Co do tego, że jest to realny obraz świata widzianego oczami współczesnego nastolatka, nie ma żadnych wątpliwości. Cieplak bezbłędnie wykorzystała w powieści swoje doświadczenie w pracy z nastolatkami XXI wieku i słowo po słowie oddała pełen wachlarz ich rozterek, przemyśleń, wątpliwości, marzeń i dylematów. Czy w to zwierciadło powinny jednak zaglądać dzieci-ofiary czasów, o których w powieści mowa? 
 
Z pozycji osoby, która ten nastoletni wiek ma zaledwie kilka lat za sobą, nie mam żadnych wątpliwości co do tego, by stwierdzić, że jest to co prawda książka o dzieciach, ale zdecydowanie nie dla dzieci. Być może motywacją ku takiej tezie jest moje prywatne przeświadczenie o znaczeniu literatury jako ostatnim ośrodku kultury. Patologia jest od kilku tematem numer jeden w całym świecie „sztuki” medialnej. Trudno mi zgodzić się na to, by do grona prezentujących takie treści mediów dołączyła także książka.
 

 

KSIĄŻKA OSTOJĄ MORALNOŚCI?

Internet pełen jest dostępnej powszechnie pornografii, telewizja huczy od drastycznych wiadomości i seriali paradokumentalnych prezentujących dramatyczny (acz w dużej mierze zbliżony do realnego) obraz upadku polskich rodzin, a teatr świeci ze sceny nagością. Odbiorcami tych treści jest ogół użytkowników i widzów, a zatem bez przeszkód także przeciętne dziecko  i nastolatek. Od małego bombardowane takimi treściami i żyjące w iluzji, że tak właśnie (jak w telewizji i Internecie) powinien wyglądać świat relacji międzyludzkich.
 
O ile jednak łatwo „zbombardować” dziecko treściami audiowizualnymi, o tyle trudniej już przekonać je do atrakcyjności tak statycznego medium, jakim jest książka. Przeciętnemu uczniowi kojarzy się jedynie z pojęciem lektury, a to z kolei słowo ciągnie za sobą cały łańcuch semantyczny różnych określeń na przymus i karę. Mimo wszystko jednak przykazana przez nauczyciela lektura szkolna, jako jedyna z dostępnych dziecku mediów kulturalnych, rzadko promuje negatywne wartości i nobilituje nieprawe zachowania uznając je za powszechnie akceptowane. 

 

Podsumowanie

Poziom autorefleksji współczesnej młodzieży raczej nie jest na tyle wysoki, by powieść Anny Cieplak wniosła do życia młodego człowieka coś więcej niż chwilową myśl o tym, że „jakiś dorosły wie, co ja myślę, czuję, przeżywam”. Nastolatek XXI wieku, tak krytycznie patrzący na otaczającą go rzeczywistość, raczej nie spojrzy krytycznie na samego siebie. Utwierdzi się raczej w przekonaniu, że „skoro nawet w książce tak jest, to po prostu TAK JEST”. Rzeczywistość może wyglądać jednak zupełnie inaczej, a to, jak uczy się postrzegać ją dziecko, zależy głównie od tego, w jaki sposób i za pomocą jakich słów o świecie opowiadają dorośli. 
 
Jeżeli zatem w świecie współczesnej młodzieży wreszcie ma być czysto, to z powieścią Anny Cieplak powinni zapoznać się wszyscy rodzice, a nie ich dzieci. 

Jeden komentarz

  1. Zgadzam się z tym w 100%! Córce bym nie dała do czytania. A co do recenzji, to może jedynie miałabym wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście współczesny teatr “świeci nagością ze sceny”, ale cóż… może chodzę do innych teatrów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.