„Na normandzkim brzegu” to cykl obrazków Marii Konopnickiej powstały.w 1904 roku. Autorka kreuje w nim świat dramatyczny i zdeterminowany przez rytm życia natury świat życia rybaków. Sprawdź szczegółowe streszczenie tej noweli.


Konopnicka – Na normandzkim brzegu – streszczenie pdf


Możesz również pobrać streszczenie w wygodnym do odczytu formacie pdf – ma zaledwie trzy strony: Maria Konopnicka – Na normandzkim brzegu (streszczenie).pdf

Reklamy

Na normandzkim brzegu – streszczenie

I. Madame la Vierge

Dom rybaka istnieje nad brzegiem od pokoleń. Życie ludzi toczy się płynnie. Przypływ i odpływ reguluje życie. Na głównej ścianie wisi kalendarz księżycowy. Kiedy barki wracają z połowu, jest niedziela. Jest nowy i stary kościół. Nowy stoi na wzgórzu i nazywa się kościołem Zwycięstwa – niesłusznie, bo został zbudowany na pamiątkę wyzwolenia ze strachu przed najściem Niemców. Następowali na Francuzów. Pan Mer i Merowa byli gotowi do kapitulacji. Nagle Niemcy zawrócili w Honfleur i na pamiątkę tego pan Mer uczynił votum, by stanął tam kościół. W nim na ołtarzu stoi „Madame la Vierge Marie”. Zna ona całą przeszłość osady i mieszkających w niej ludzi. Wszyscy się do niej modlą, raz nawet jeden stary rybak chciał wejść do niej na ołtarz. Był oburzony, gdy ksiądz mu zabronił i powiedział, że figura i tak go nie usłyszy. Chciał sam przekazać wiadomość, ale rybak nie dał za wygraną i po drabince wdrapał się do posągu i ucałował go.

II. W osadzie

Od sobotniego przypływu morza wieczorem do poniedziałkowego przypływu nocą, w osadzie kobiety zostają same. Rybaczki normandzkie są jednak zaradne i energiczne i same prowadzą sprawy domu, rodziny i są chciwe na pieniądze. Ledwo dają dzieciom jedzenie, a wszystko odkładają na rentę. Wartość małżeńskiego szczęścia oblicza się na zyski z połowu (mąż jako dobrze rentujący kapitał). Mężczyzna wraca do domu dumny tylko wtedy, gdy ma dużo ryb. Żona czeka pięknie ubrana na męża – jeśli jednak przyniesie mało ryb, krótko na nią popatrzy, kobieta szybko przebierze się i wyjdzie do byle koleżanki. Mąż, który zarabia, dostanie i piękną żonę i cydr, czuje się panem domu, uosobionym dochodem. Na giełdzie małżeńskiego szczęścia jeszcze wyższy jest mąż asekurowany. Musi on przynieść korzyść także na wypadek swojej śmierci. Dlatego szczęśliwe są wdowy i matki młodych rybaków – rentjerki. Syn marynarz ze zwyczaju co miesiąc oddaje matce daninę serca. Z kilkorga dzieci, a tych rodzi się w Normandii sporo, zazwyczaj pierwszy zostaje marynarzem. Nasza pani Toutaint jest jedyną siostrą siedmiu braci, w większości umarłych i matką siedmiu synów, z których pierworodny jest marynarzem. Ona też idzie w procesji matek w czarnych (dumnych) ubraniach w celu odebrania swojej rosnącej renty z kasy.

III. Na węgorki

Idziemy wszyscy na węgorki. My dwie, gospodyni i mały Jean. Węgorki są głównie po świeżym odpływie, trzeba je łowić niemal w lot, bo szybko uciekają. Połów odbywa się gromadnie. Wszystkich jakby wymiotło, zostaje tylko sieciarka. Należy ona prawie do nieruchomości. Jest ona w każdą pogodę zawsze pod przydaszkiem, stale rozgląda się po okolicy. Ma niesprawny palec, więc trudno o robotę. Nie może handlować, więc zbiera dla siebie jedzenie, byle na czarną godzinę było. Plecie też kosze, a kiedy nikt jej nie potrzebuje, idzie nad morze i duma. Tylko morze jest miłosierne i ją rozumie. Na morzu jest tama, na której zawsze siedzą chłopcy. Gospodyni nie pozwala swojemu Jean zadawać się z tą hałastrą, bo on jest ofiarowany. W rodzie Toutainów zawsze jeden chłopiec jest ofiarowany. Ludwik Toutaint, jeden z siedmiu braci gospodyni, też był ofiarowany, ale nie dotrwał – chciał wrócić nawet do domu, ale mu nie pozwolono i umarł. Toutainowie ofiarowali drugiego – poszedł za wolą rodziców i został klerykiem, ale umarł i jego zdjęcia widzą w paradnej izbie domu (wygląda na nich strasznie). Mały Jean zachowuje powagę ofiarowanego stąpa statecznie, ale spogląda ku hałastrze, wreszcie do nich ucieka. Matka zaciska usta rodowe.

IV. Przy drzwiach otwartych

Na lewo od naszego mieszkania stoi mały domek. Domek jest przez cały dzień zamknięty, mieszka w nim wdowa z córka, cały dzień pracują i dopiero wieczorem są w domu, co widać po dymie. Do dziewczyny przychodzi młody sabotnik, niezbyt dobry kandydat na męża, bo dla córki rybaka nie jest korzystne lądowe małżeństwo. Dziewczyna jest gruba, robi coś leniwie na drutach i rzadko spogląda na sabotnika. Przyroda zachowuje się szczególnie – księżyc oświetla raz kobietę, raz jego, nic do siebie jednak nie mówią. Tak się odbywają konkury przed ślubem, mężczyzna nie może nawet przekroczyć progu drzwi, po tym odchodzi. Opinia gra ogromną rolę. Powodzenie mają porządne, nie strojące się na wyjście. Rybak musi być pewny żony. Źle kończą ci, którzy próbują potem romansów, są wyśmiewani. Kobieta uczy się wcześnie panować nad sobą. Mąż jest spokojny o żonę, gdy ta zbiera rentę, bo wtedy na pewno będzie wierna. Kochanek naraża na straty, mąż daje pewny dochód. Kiedy mąż pojawi się w domu, powinien zawsze zastać w nim małżonkę. Mądra żona nie biegnie za mężem do przystani na pożegnanie, a żegna go spokojnie w domu. Kiedy po powrocie żony nie ma w domu – cóż, zawsze pozostaje luneta.

V. Do ziemi

Jaskółki się kręciły zwiastując coś złego. Widać fantastyczny krajobraz wschodu słońca. Statek rybacki nadpływał, do brzegu schodzili ludzie, niektórzy wyglądali przez lunety. Nie była to jednak niedziela, a o dziwo czwartek. Do nas przyszła sąsiadka i powiedziała, że jakaś barka jest w niebezpieczeństwie. Oglądałyśmy przez lunetę, jak woda miota masztami, mere Toutaint panikowała. Zobaczyła, jak krzywda dzieje się jej synowi – Charlesowi. Śmiałkowie rzucili się w morze na ratunek, ich łódka jednak została porwana i już nikt nie śmiał walczyć z żywiołem. Matka panikowała na brzegu. Zaczęto modlić się za ginących. Statek stracił maszt. Wieczorem statek całkiem zniknął z oczu, nagle jednak wiatr wyrzucił go wprost na piasek. Matka zemdlała, a tymczasem spod wraku wynurzył się pere Toutaint, który trzymał zawinięte w żagiel ciało zmarłego topielca. Po chwili wyłonił się także Charles, matka biegła do niego z otwartymi ramionami. Topielca nikt nie znał, a to on był przyczyną wypadku statku. Uczepił się statku, aż w końcu wzięto go na pokład. Potem jednak zarzucano sieci i nie chciały one się przesuwać – ciało topielca znalazło się w nich i bardzo ciążyło. Kiedy on do wody, to wzmógł się wiatr, ponieważ ziemia ciągnęła w swoją stronę (wiatrem), a morze w swoją. Chcieli wrzucić go do morza, ale jego umarłe oczy wyraźnie wskazywały, że chce, by zwalić jego ciało do ziemi. Morze jednak dobijało się o topielca, więc przypłynęli go pochować.

VI. Morze odeszło

Morze odeszło, a piaski się wynurzyły. Przyroda się zmienia, słychać pieśń „wybrali morze, nie wrócą…”. Śpiewa Iwetta w ogródku, jest młoda, smutna, nie ma dzieci. Patrzy i tęskni za mężem, ale kiedy on wraca, nie czuje ulgi, bo tęskni dalej do wizji swojego utęsknienia. Obraz wyobraźni blednie i zaciera się z czasem, ale poczucie rozstępu między nim a rzeczywistością zostaje. Kobieta tęskni dla samej tęsknoty i jest chora na dalekość. Ivetta śpiewa „straciła własną duszę, została w domu”.

VII. Barki wracają

Ranek jest wesoły. Ślepy pere Plon (ojciec) zaklina się, że tylko na lądzie jest ślepy. Syn nie chce w to wierzyć. Uszy ich, głuche od huku fal, niewiele słyszą na lądzie. Idą i instynktownie spieszą do morza. Nie zarabiają już nic. Na progach domów siedzą prababki z kotami. Wszędzie jest szum. Barki wracają z dwutygodniowego połowu. Przypływ je przynosi. Niektórzy handlują już na brzegu. Jest tłum ludzi. Siedzą nawet na tamie. Nie wiadomo co połów przyniesie, ale przyroda już mieni się kolorami porannego przypływu. Barek jest ponad 300.
Witają ich wykrzykiwaniem ich nazw: Opatrzność, Nadzieja, Admirał, jest ich wielokrotność liczbami rzymskimi. Imiona barek przechodzą z ojca na syna. Rodowe imię rybaka jest związane z imieniem statku rybackiego. Jeśli zabraknie linii męskiej, a ktoś chce przejąć łódkę, to bierze tez wdowę i dzieci. Teraz barki wpływały i matki podawały dzieci ojcom przez burtę. Półnagi stary siedzi na sterze Kardynała i nie jest zainteresowany tym, ale też robi giełdę. Handlarze dopadli go na brzegu. Kupić na statku jest zyskiem handlarza, a sprzedać na targowisku jest zyskiem rybaka. Walka o towar jest zacięta.

VIII. Na wybrzeżu

Ścisk, krzyk, ceny, towary. Odbywa się handel. Wyrostki korzystają – często pomagają przy rozładunku albo targowaniu ceny i liczą, że coś im się dostanie. Rybacy tylko plują, puszczają kłęby dymu, a milczenie to kupców denerwuje. Obecność kobiety też przedłuża targ – westchnienia, chrząkania, by mąż nie kupił za dużo (a dużo by chciał). Trzeba odkładać na rentę. Chłopak już po 12 roku życia idzie przeciętnie w morze. Często jest jednak nieporadny w domu.
Rybny pociąg rusza ku Paryżowi, targowisko się opróżnia. Trudno odróżnić mężczyzn, wszyscy mają podobną modę i noszą brodę. Weterani natomiast gołą brodę. Dumają patrząc w morze, uważają, że to morze jest zbyt huczne, że to morze młodych, że to ich było inne. Morze jest jednak to samo, żadni pokolenie nie przerobi go pod siebie.

IX. O zmierzchu

Na drugi dzień po powrocie przypada zawsze jarmark albo odpust. Po nabożeństwie wszyscy wychodzą na ulic, jest tłumnie i świątecznie. Młodzież ściera się z dzieciakami. Wszyscy chodzą wzdłuż wybrzeża. Patrzą na budę (widowisko, jarmark, hazard, wszelkie rozrywki dla młodzieży). Poza budami są też stragany z jedzeniem. Jest też kapela, gromadzi się przy niej elita osady. Każdy myśli, zanim coś powie. Jest kawiarnia, teatr marionetek dla dzieci, choć są tam i babki. Ktoś stawia horoskopy. Dziewczyny losują kartki z przepowiednią imienia partnera. Nadchodzi zmierzch. Dzwon bije za tonących. Wszyscy przerywają i się modlą. Gdy dzwon milknie, znów trwa jarmark. Puszczane są fajerwerki.

X. A capella

Noc nad morzem nie bywa spokojna, ciagle słychać szumy. Wszystko bije w Ciebie, otacza cię chór a capella, bezsenny chór duchów. Raz jest cicho, raz mówi. Każdy duch śpiewa swój ból. Chór duchów chce do prawdy, sprawiedliwości, żywych źródeł, do życia. Lecą poszarpane głosy niewiast, dzieci i mężów. Nikt tej pieśni całej nie słyszał, lecz gdy ona umilknie, będzie tylko smierć.


Pełny tekst lektury – Na normandzkim brzegu – Maria Konopnicka

Pełny tekst noweli można znaleźć także w serwisie wikiźródła: https://pl.wikisource.org/wiki/Na_normandzkim_brzegu.


Bibliografia

M. Konopnicka, Na normandzkim brzegu, Warszawa 1904.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.