Obrazki więzienne to cykl trzech nowel o charakterze reportażowym. W skład cyklu wchodzą obrazki o tytułach: „Podług księgi”, „Jeszcze jeden numer” oraz „Onufer”, w których to przedstawiła Konopnicka scenki rozgrywające się w więzieniu lub jego otoczeniu. Sprawdź szczegółowe streszczenie wszystkich obrazków więziennych.

Obrazki więzienne – Konopnicka – streszczenie pdf


Możesz również pobrać streszczenie w wygodnym do odczytu formacie pdf – ma zaledwie cztery strony: Maria Konopnicka – Obrazki więzienne (streszczenie).pdf

Reklamy

Obrazki więzienne – streszczenie

I Podług księgi

Dzień jesienny, około trzeciej po południu, przed gmachem więziennym wóz z kapustą, parobek wołał, by otworzono bramę. Zaczął walić pięścią, aż ktoś przyszedł mu otworzyć. Nie mógł wjechać do końca, bo przed koła zwaliły mu się skrzynie od kartofli. To wywołało zamieszanie wśród więźniów, który akurat byli w ogródku na popołudniowej przechadzce (raczej nie spacer, a przepychanka, bo miejsca mało, a więźniów setka, i raczej nie ogródek, a surowy kawał gruntu). Szło wśród nich kilka kobiet.

Aresztanci chodzili po dwóch lub trzech, niemal na siebie następowali. Byli wychudzeni. Po postawie można było poznać, ile już siedzą. Po trzech latach już nawet nie istnieją jako indywiduum, tylko bezkształtna masa ludności więziennej. Przeobrażeniu podlegają głównie mężczyźni. Po ruchach i postawie ważna jest też cera, która szybko więdnie, żółknie, a nawet zielenieje, by wreszcie przyjąć ziemistą barwę. Temu podlegają i mężczyźni i kobiety. Trzeciorzędny jest wyraz oczu i spojrzenie – blednieje, zeszkliwia się, a nawet matowieje. Bywają wyjątki, że w ziemistej rozmiękłej twarzy gorzeją źrenice posępnym, czerwonawym ogniem – to zazwyczaj kończy się katastrofą.

Takie właśnie spojrzenie miał jeden młody więzień siedzący w rogu, jego postawa i cera zdradzały jednak, że siedzi już długo. Mówiono na niego Cygan. To on przystanął by oglądać sytuację na placu. Za nim stanęli też inni idący. Jedni patrzyli na piękną niańkę, inni na dorodną kapustę, a tylko Cygan patrzył na czeluść bramy.

Wtem w bramę wjechał drugi wóz kapusty. Wzmogły się krzyki. Stojąca przy wozach Janowa wysłała małego Józka, by sprawdził, czy nic nie dzieje się w chlewie, bo przywidziało jej się, że coś siwego minęło między końmi. Strażnik spostrzega, że wśród więźniów nie ma Cygana – musiał uciec pod wozem w trakcie zamieszania. Cygan uciekał, widać było tylko ubrania, które zrzucał. Okrzyknięto pogoń. Biegł prosto przed siebie i to go zgubiło – zmęczył się i padł.

Złapany zbieg bronił się rozpaczliwie i agresywnie. Kiedy ocknął się w więzieniu, zawołano go do kancelarii. Był bardzo osłabiony. Przyszła deputacja – grupa najstraszniejszych więźniów, recydywistów – i chcieli prosić o to, by sami mogli wymierzyć Cyganowi karę. Chcieli go zbić.

Pan nadzorca wahał się nad legalnością tego czynu. Przypomniał sobie jednak, jak w Ameryce przestępcy wymierzają karę swoim towarzyszom i poczuł, że będzie szerzył nowe idee w społeczeństwie. Że będzie humanistą przenoszącym do nas idee z Nowego-Świata. Zgodził się. Dozorca kazał wyprowadzić go na środek korytarza, by inni więźniowie mogli obserwować wymierzanie kary. Rozległ się ostry krzyk.

Jedną z najmilszych czynności pana dozorcy było roztrząsanie sumień aresztanckich. Posiadał on cały zapas przemówień moralnych. Wszystko mówił z natchnienia. Był uważany za urzędnika prawdziwie użytecznego. Tym razem wymowa nadzorcy nie znalazła zastosowania – zaraz po egzekucji Cygan stracił przytomność i bardzo zachorował, wreszcie po kilku dniach umarł w szpitalu więziennym. Jedni się burzyli, a drudzy tłumaczyli, że przecież nie ubili go, umarł wskutek obdarcia z wnętrzności. (WAŻNE: Jakże miał żyć, jak go obdarto ze wszystkiego, co mu potrzebne było do życia? Musiał umierać).

Nadzorca z pomocnikiem rozmawiali o tym, kiedy wyrok miał się skończyć Cyganowi. Sprawdzili to w księdze, bo w więzieniu WSZYSTKO PODŁUG KSIĘGI IDZIE. Okazało się, że Cyganowi wyrok się skończył 2 tygodnie przed ową ucieczką. Nagle zaczęli przychodzić wszyscy aresztanci z pytaniem, czy nie skończył im się wyrok.

II Jeszcze jeden numer

A to? – To jest jeszcze jeden numer – odpowiedział nadzorca na pytanie kobiety, która zauważyła w głębi korytarza zamknięte drzwi. Było to podczas pierwszej wizyty w więzieniu. Ludzie tu jednak niewiele mówili, więcej mówiły ściany. Rozmawiając z więźniami należy uważać na to, o czym nie mówią i na to, o czym mówią za dużo.

To, co tu jest do zobaczenia, każdy może zobaczyć, ale tylko subtelne ucho dosłyszy to, co ukryte. Najważniejszą ku temu przeszkodą jest uprzejmość samego zarządu. Sam zarządca wita już od przedsionka i zagaduje. On też wybiera miejsca, które można odwiedzić. Opowiada o wszystkim i prezentuje. Czasem wybiega, by wydać konieczne ekspozycje i zaraz natychmiast wraca oprowadzać dalej. Nowicjusze w zwiedzaniu nie wiedzą, na czym skupić wzrok. Jeśli ktoś baczniej się przygląda, to wielmożny po powrocie zaraz tłumaczy to jakimś absurdem.

Z więźniami też nie warto rozmawiać, bo wszyscy kłamią. Dozorca przeprowadza kolejno przez pomieszczenia, ogródek, z zupełną obojętnością zadając pytania, czy to akurat chce się teraz zobaczyć. Nadzorca narzuca konkretne tematy rozmów, np.: o pogodzie. Chwalić trzeba czystość. Wszyscy więźniowie chodzą jak w zegarku, już wiedzą, co mają robić, gdy przychodzą goście. Nadzorca kieruje uwagą gościa, mówi głośno i obficie. Nadzorca nakazuje aresztantkom czuć i okazywać wdzięczność, że goście chcą jeszcze ich odwiedzać (okrzyk „aaa”, padanie do stóp). Cała wizyta wygląda jak zainscenizowana. Już wychodzisz z więzienia, gdy nadzorca cofa cię i zaprasza na moment do mieszkania. Odmawiasz jedzenia, ale i tak musisz jeść. Oglądasz wystrój, obrazki, laurki i inne pamiątki. Wreszcie dozorca Cię sprowadza wprost do powozu.

Choćbyś zrobił 100 takich wizyt – pożytek będzie taki, jakbyś stał przed więzieniem i oglądał jego mury. Na szczęście masz więcej cierpliwości, niż spodziewa się pan nadzorca. Przy kolejnych wizytach scenariusz się powtarza, ale jest szansa, że w innym momencie nadzorca zostanie wezwany do ważnych spraw i zostaniesz sam na 5-10 minut. Nie można jednak wzbudzać nieufności w strażniku, trzeba zachowywać się tak samo.

Korzystając z sytuacji rozbierasz się, wchodzisz spokojnie pomiędzy aresztantki i zaczynasz rozmowę – bez takich pouczeń, które stosuje nadzorca. Nie wypytujesz o samo więzienie, ale o ludzi – ich życie, rodzinę, wreszcie gdy wyrazisz domysł, że na pewno tęskni się na nią w domu, zdobywasz zaufanie. Nie zwracasz uwagi na oszpecenie kobiet. Nie pytasz o ogólniki, a zadajesz pytania konkretne. Wydobywasz z szarej masy indywidualność ludzką.

Zwykle w numerze – danej celi – znajduje się dziecko, nieraz kilkoro. Bierzesz je od matki, kołyszesz, a matka jest wzruszona. Zwykle około połowa jest też ze wsi – o to możesz zapytać, a potem pociągnąć rozmowę o zwyczajach wiejskich. Zwykle każda ma coś do powiedzenia – zdobywając zaufanie można usłyszeć też płacz. Wtedy wystarczy zmówić z nimi pacierz i robi się poważnie. Kobiety opowiadają o szczegółach zbrodni i swojej winie.

W miesiąc po pierwszej wizycie znowu udało mi się przechodzić przez korytarz, w którym był „jeszcze jeden numer”. Stary Jakób, oprowadzając, zapytał nagle, czy widziałam Dziką. Okazuje się, że jest ona „niby aresztantką”. Przywieziono ją tak, jak towar, jako łup z wojny. Kiedy kobieta nie była posłuszna, wójt ją pobił i kazał zamknąć. Nikt nie wiedział, po jakiemu gadała, więc nazwali ją Dziką. Robi dziwne rzeczy w celu, rzuca się, płacze. Ostatnio robili jej fotografię i będą wysyłać do jej kraju, czy się ktoś po nią nie zgłosi. Podeszliśmy do celi. Była niewielka, Dzika ukrywała się w kącie. Na widok mnie – gościa – zaczęła mówić po francusku i bardzo się śmiać, próbowałam ją uspokoić. Zaczęła rozpaczliwie płakać, a potem zasnęła. Otuliłam ją kołdrą i wyszłam cicho. Wypuścił mnie Jakób.

III Onufer

I
Już miałam wychodzić, gdy Jan Zaparty, strażnik, wpadł do kancelarii. Powiedział nadzorcy, że Osmólec tłucze Onufra. „Wielmożny” posłał mu na pomoc Jakóba i zdenerwował się. Wszedł Jakób popychając przed sobą drobnego Osmólca. Za Jakóbem szedł olbrzymi chłop w więziennym kubraku. Chłop był młody, ale zniszczony strasznie. Konwój zamykał Zaparty. Rozpoczęto przesłuchanie.

Po Osmólcu było widać od razu, że jest recydywistą. Tłumaczy, że tym razem poszło o spanie. Osmólec mówi, że jadło, spanie i mundur mu się należą z kaźny. Stosował wobec przesłuchujących taktykę starego więźnia. Każdy z aktorów przedstawienia dobrze znał swoją rolę, ale wypełniał ją z całą powagą. Osmólec tłumaczy, że Onufer miota się po łóżku i świece pali, że dzisiejszej nocy dodatkowo głośno jęczał – sam nie śpi i drugiemu nie da. Onufer w trakcie zeznania tylko pojękiwał „Jezu”. Stary Jakób potępił Osmólca za samodzielne wymierzanie sprawiedliwości. Osmólec gadał i gadał, skarżył się na swoją samotność, wreszcie z płaczem (choć bez łez) padł do nóg wielmożnego. Nadzorca pękał z dumy, że hultaje za nim szaleją. Onufer stał nadal w progu z oczami wbitymi w ziemię i coraz bardziej trząsł się stękał jak chory człowiek. Osmólec szturchał go palcem. Kazał mu paść na kolana, ten jednak zamiast klęknąć, runął jak długi krzycząc: „Ani drgnął! Ani zipnął chudziaszek! Inom go raz… i ani drgnął! Jezu jezu jezu!”. Osmólec powiedział, że tak właśnie jest co nocy. Onufer wykrzykiwał jeszcze „ Moje dziecko, o moje dziecko! O jezu, jezu!”.

Nadzorca zaczął się denerwować. Kazał posłać Onufera do ciemnej, ten jednak błagał o inną karę, tylko nie o tę, bo miał wrażenie, że „w Ciemnej, panie miłosierdny, on z każdego kątka na mnie patrzy”. Onufer czołgał się jak chory epileptyk w stronę nadzorcy. Widok był straszny i nawet ja złożyłam ręce, by się ku niemu pochylić. Nadzorca wstał jednak i rzekł suchym głosem: Na 24 godzin!

II

Na kilka tygodni przed tą sytuacją jedno z pism miejscowych podało artykuł: Sądowa izba warszawska rozpatrywała w dniu wczorajszym na pełnem posiedzeniu sensacyjną sprawę o zabójstwo kupca N., właściciela sklepu towarów kolonialnych w X.. spełnione w miesiącu wrześniu r. b. Sprawa ta przedstawia się tak: przed dwoma laty kupiec N. przyjął na parobka Onufrego Sęka, który przybył do miasta w celu zarobku po pogorzeli. Świadkowie mówią, że Onufry obowiązki spełniał dobrze, a kupiec N. nie szanował jedynego pracownika. Onufer sam usługiwał mu i gotował, a gdy zrobił coś źle, to kupiec rzucał w niego szklankami, talerzami, sztućcami i ten wiecznie chodził poraniony. Dziwiono się, czemu Onufry pracy innej nie szuka, ale nie szukał, nawet żadnej nie chciał przyjąć. Tajemnicą wytrwałości było przywiązanie do 12-letniego Julka, chłopca sklepowego będącego również pod straszną opieką kupca N. Nawzajem siebie wspierali, bronili.

W dniu zabójstwa Julek do opiekuna swego z rana poszedł, a Onufer jak zwykle ugotował obiad. Pan był w złym humorze, cisnął wazą z zupą w twarz parobkowi i poszedł się zdrzemnąć. Parobek umył się spokojnie, ale gdy zobaczył oprawcę śpiącego, rzucił się na niego z gwichtem i na miejscu zabił. Napatoczył się jednak chłopiec i Onufry bezprzytomnie rzucił się też ku niemu, ugodził go śmiertelnie w głowę. Ujęty podwójny morderca przyznał się.

III

Co tam z Onufrem, zapytałam raz starego Jakóba na schodach. Ten odpowiada, że Onufer już nie żyje. Był wiele razy przenoszony, był agresywny, nawet próbował się wieszać, potem zaraz płakał, krzyczał. Jakób pamięta, jak modlił się do dziecka i prosił o wybaczenie. Wreszcie nic nie jadł i tylko się modlił, aż w końcu zmarł w kącie klęczący. A Osmólec? Ei… Cóż tam taki Osmólec! — rzekł wreszcie. Takiemu Osmólcowi biedy niema! Trzeci raz tu już siedzi, więc jest we wszystkiem człowiek znający. Ano wziął go teraz Wielmożny do siebie, do kredensu…

Pełny tekst lektury – Obrazki więzienne – Maria Konopnicka

Pełny tekst noweli można znaleźć także w serwisie wikiźródła: https://pl.wikisource.org/wiki/Obrazki_więzienne.


Bibliografia

M. Konopnicka, Obrazki więzienne, [w:] idem, Nowele, Warszawa 1998.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.