Piotr Skarga – czołowy kaznodzieja okresu kontrreformacji i wielki prozaik – leżący żywcem w trumnie i ostatnim tchnieniem drapiący w jej wieko, by ją otworzyć… Taki obrazek wydaje się być niemożliwy, a jednak nie jest jedynie wytworem wyobraźni kronikarzy. Tak właśnie mogła wyglądać śmierć polskiego jezuity.

Choć wydaje się niemożliwe, by takiego dostojnika w istocie pochowano żywcem “przez przypadek”, okazuje się, że w okresie średnowiecza rzeczywiście często dochodziło do tragicznych w skutkach pomyłek medycznych. Zgodnie z legendą Piotr Skarga miał zostać pochowany w trakcie śpiączki, którą ówcześni lekarze poczytali za śmierć.

Czarna legenda śmierci Piotra Skargi

Za taką teorią stali również badacze, między innymi Janusz Tazbir oraz Zbigniew Mikołejko, który w Żywotach świętych poprawionych pisał:

Skargę pochowano bowiem w letargu. Skarga obudził się … z tego potwornego snu w sen potworniejszy jeszcze. Sen, w którym – nie mogąc się wydostać z trumny i walcząc nadaremnie o życie – kąsał własne ciało, obgryzał własne dłonie. A może i bluźnił Bogu. Nie ma, nie może być żadnych świadków tego potwornego obudzenia się do potwornej śmierci.

Legenda ta stała się głośna dopiero po kilkuset latach od pochowania kaznodziei. Po pierwszej i po drugiej wojnie światowej specjalne komisje otwierały bowiem trumnę Skargi w celu oględzin zwłok przed beatyfikacją jezuity.

Jego palce miały być rzekomo uszkodzone, a na trumnie w okolicach twarzy miano znaleźć ślady paznokci świadczące o tym, że resztkami sił, obudziwszy się w trumnie, miał drapać w jej wieko w celu wydostania się ze śmiertelnej pułapki.

Taki scenariusz jest jednak nieprawdopodobny, ponieważ trumna, w której w tych czasach przechowywano szkielet Piotra Skargi, nie była tą, w której został on pochowany. Pierwotna trumna była bowiem co roku otwierana dla wiernych, którzy modlili się przy ciele zmarłego kaznodziei (szkielet i szaty Skargi traktowano jak relikwie) i po niespełna dwustu latach resztki kości i czaszkę złożono w mniejszej trumience. To właśnie ta trumna była otwierana po latach przez komisję beatyfikacyjną – nie ma fizycznej możliwości, by znalazły się na niej ślady dłoni Piotra Skargi.

Średniowieczny pochówek

Samo pochowanie żywcem w okresie szesnastego wieku nie było jednak ani niemożliwe, ani rzadkie. Medycyna nie była wtedy jeszcze na najwyższym poziomie. Nie było lekarzy specjalistów – w całej średniowiecznej Europie występował jedynie podział na medyków (zajmujących się teorią, np.: anatomią) oraz chirurgów (tych, którzy mieli realny kontakt z ciałem i krwią, czyli dokonujący amputacji, wykonujący upusty krwi).

Nawet 10% osób w średniowieczu pochowano żywcem

Nie było zatem specjalisty, który byłby odpowiednikiem współczesnego patologa czy biegłego specjalisty medycyny sądowej. O śmierci orzekał tak zwany fizyk miejski, czyli wysoko postawiony lekarz nadzorujący higienę całego miasta. Nadzorował on między innymi wszystkich lekarzy, aptekarzy, a także położne.

Był odpowiedzialny również za sprawowanie opieki nad stanem epidemiologicznym miasta. Funkcja orzekania o śmierci osoby była zatem jednym z jego pobocznych zadań, a nie główną funkcją, w której był wyspecjalizowany.

Nic więc dziwnego, że na polu orzekania o śmierci popełniono w średniowieczu wiele błędów. Najczęściej ze śmiercią mylono zapadnięcie w letarg lub śpiączkę. Badacze szacują, że z tego powodu nawet 10% osób mogło zostać pochowanych za życia.

Raczej jednak – mimo pobożnych życzeń żądnych sensacji historyków – sytuacja ta nie dotyczyła Piotra Skargi, któremu naprawdopodobniej dane było umrzeć jeszcze przed własnym pochówkiem.


Źródło:

https://www.gedanopedia.pl/?title=FIZYCY_MIEJSCY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.