Składający się z prawie 30 wierszy okolicznościowych cykl Dziennik zimowy skupiony jest wokół codziennych wydarzeń i spostrzeżeń z zimy przełomu lat 79 i 80. Wiersze są datowane, ale nie datami codziennymi – między kolejnymi wierszami upływa od kilku do kilkunastu dni.

Dziennik zimowy – Barańczak – pdf 

Listę wierszy z tomiku “Dziennik zimowy” i ich skrócony opis znajdziesz również w wygodnym do pobrania i wydrukowania pliku pdf: S. Barańczak – Dziennik zimowy (streszczenie).pdf.

Reklamy

Barańczak – Dziennik zimowy – spis wierszy

– Elegia pierwsza. Przedmowa

– Gdyby nie ludzie

– Nigdy naprawdę

– Elegia druga, urodzinowa

– Z innych ważnych względów społecznych – Śnieg I

– Wieczór autorski

– Zawrót głowy od sukcesów

– Śnieg II

– Czyste ręce

– But why?

– Ułożone po ciemku

– Śnieg III

– Już wkrótce

– Elegia trzecia, noworoczna

– Eroica

– Śnieg IV

– Trzy spojrzenia przez ramię

– Śnieg V

– I nikt mnie nie uprzedził

– O dalszy pomyślny

– Śnieg VI

– Może jednak

– Elegia czwarta, przedwiosenna

Barańczak – Dziennik zimowy – analiza i opracowanie

Wiersz rozpoczynający cykl nosi tytuł Elegia pierwsza, przedzimowa. Podmiot mówiący umniejsza w nim obawy przed nadchodzącą zimą w kontraście do przeżytego już zimnego października (chodzi o przeżycia października 56’). 

W wierszu Gdyby nie ludzie powtarza podmiot jeszcze kilkukrotnie brzmiące podobnie do tytułu frazy wyrażające życzenie nieistnienia ludzi lub braku konieczności kontaktu z nimi: „gdyby nie istnieli”, „gdyby wcale nie trzeba było ich poznawać”, „gdyby nie otwierali przed każdym tak od razu swoich otłuszczonych serc”, „gdyby w ogóle ich nie było”. Wreszcie na końcu w oderwanym od całego wiersza wersie wskazuje drugą część niedokończonego zdania: „o ile łatwiej by się mówiło nic co ludzkie nie jest”. 

Zastanawia się wreszcie Barańczak nad prawem do bycia poetą. Nigdy naprawdę wszak nie doznał prawdziwego głodu, chłodu i walki o własne życie (w kontraście do poetów opisujących doświadczenia wojenne, a współczesnych Barańczakowi). 

W Elegii drugiej, urodzinowej opowiada Barańczak o kończonych właśnie trzydziestych trzecich urodzinach. Patrząc wstecz na własne życie próbuje dokonać niejakiego podsumowania tego, czego dowiedział się o sobie i otaczającym go socjalistycznym świecie. 

Wiersz Z innych ważnych względów społecznych jest swego rodzaju parafrazą odpowiedzi na odmowę wydania paszportu (o który to w epoce PRL-u było niezwykle trudno). Podmiot mówiący w wierszu w gruncie rzeczy czuje ulgę, że nie będzie musiał być niepotrzebnie przeszukiwany i przesłuchiwany na granicy.

Śnieg I rozpoczyna się od apostrofy do tytułowego śniegu: „z ust mi wyjąłeś, śniegu,  / ten język, który wziąłem pomyłkowo / sobie na własność i który trzymałem / tak długo za zębami”. Poprzez paraleliczne odniesienie do sytuacji języka przyklejonego boleśnie do kawałka śniegu eksploatuje Barańczak wiele frazeologizmów zawierających w sobie „język”, mogący w Polsce ludowej sprowadzić na obywatela wiele kłopotów.

W wierszu Wieczór autorski przedstawia Barańczak sytuację wkroczenia milicji na spotkanie towarzyskie i aresztowania niektórych osób na nim będących. 

Zawrót głowy od sukcesów to wiersz, w którym przedstawiona jest sytuacja precyzyjnie streszczona w samym tytule. Oto mężczyzna, który dumnie dorobił się własnego mieszkania z kuchnią i którego stać na baleron, kroi mięsną zdobycz i podczas tej czynności chwilowo kręci mu się w głowie. Szybko jednak otrząsa się i kroi dalej – wszak baleron trzeba pokroić z szacunkiem i tak, by zostało na jutro.

Kolejna wersja o śniegu (Śnieg II) znacząco odbiega od pierwszej – w tym tekście Barańczak zwraca uwagę na rolę śniegu. Teoretycznie powinien on zakrywać cały brud świat i wszelkie nieprawidłowości, a w praktyce – w PRL-u nie przykryje niczego.

W wierszu Czyste ręce porusza Barańczak problem wykształcenia poruczników ze Służby Bezpieczeństwa. Zauważa wszak, że wielu z nich ma ukończone studia i wywodzi się z inteligenckiej rodziny, a wobec książek i dzieł artystów potrafią jedynie wydać wyrok ewentualnego niezabronienia ich wydawania – sami nie czytają już nic. 

W kolejnym utworze o angielskim tytule But why porusza Barańczak kwestię niezrozumienia sytuacji polskiej tamtych lat przez obcokrajowców. W usta Cynthii Kaminsky, przyjezdnej ze Stanów, wkłada słowa zdziwienia tym, jaki ustrój panuje w Polsce i tym, że nikt „nie zdemaskuje tego w gazetach”, tylko w biernym smutku ludzie godzą się na swój los.

„Układ słoneczny i ustrój społeczny / łączą swe siły w trosce o moje oczy” – tak zaczyna Barańczak wiersz Ułożone po ciemku. Porusza w nim ważny dla ludzi PRL-u problem „reglamentacji” światła – za dnia stróżem przydziału światła było samo słońce, a w godzinach wieczornych i nocnych – władza. Barańczak widzi w tym działaniu nie cel ekonomiczny, a to, by oderwać ludzi od czytania (on sam nie zamierza się jednak poddać i utrzymuje, że w godzinach nocnych nadal będzie pisał i czytał). 

W kolejnej wersji wiersza o śniegu (Śnieg III) jest ten opad pretekstem do poruszenia problemu wywyższania się („daremnie się wywyższasz o ten centymetr nad ziemię”). Jest to jasna paralela do władzy, która osoby chcące więcej i widzące więcej szybko likwidowała („i tak cię stratujemy, i tak zmieszamy cię z błotem”).

Wiersz Już wkrótce porusza temat wiecznie odkładanych „na jutro” postanowień o zmianie trybu życia. Obok „odpisywać na listy”, „pić mleko” znalazł się także postulat niezwykle trudny do spełnienia: „być wreszcie bardziej / sobą”. 

Trzecia z kolei elegia w tomiku – Elegia trzecia, noworoczna – opowiada o sytuacji z sylwestra przełomu 79 i 80 roku. Jest to dzień świętowania i radości – „jutro dopiero / śmierć codzienna i ciągła / wda się w nowe układy / z tym, kto umiera”.

Wiersz Eroica rozpoczyna się od postulatu „Schwycić swój los za gardło” – wydaje się on jednak być niewykonalny, ponieważ los gardła nie ma, a dłonie człowieka są wciąż zajęte, np.: „biciem braw, podpisywaniem zeznań, grą na akordeonie”. 

Kolejny – bo już czwarty wiersz o śniegu – Śnieg IV, zaznacza aspekt kontrastu czystości i piękna śniegu do brudu i zniszczenia pojazdów komunikacji miejskiej – autobusów „Jelcz” starego typu, w których okna nie były czyste, a siedzenia podarte.

W wierszu Trzy spojrzenia przez ramię przytacza Barańczak trzy obserwacje uliczne: zachodzenia sobie drogi, strachu przed tym, że co druga osoba na ulicy jest tajniakiem w cywilu i obawy przed dostaniem nagany służbowej za stracenie z oczu tego, kogo na zlecenie władz się śledzi. 

W przedostatnim już wierszu o śniegu (Śnieg V) zwraca Barańczak uwagę na jego bezgłośność – coś, co w PRL-u było niesamowicie trudne do osiągnięcia. Wszystko słyszał nie tylko sąsiad zza ściany, ale i całe grono specjalnych szpiegów i agentów.

Wiersz I nikt mnie nie uprzedził zdradza zaskoczenie Barańczaka faktem, iż obowiązujący w ówczesnej Polsce ustrój, w którym dopuszczalne jest aresztowanie poety i przesłuchiwanie go nie za dzieła, a za listę zakupów, którą miał w kieszeni, może być jeszcze postrzegany za wolność. 

Czterdzieści osiem to oczywiście czas zatrzymania w areszcie na dwie doby – Barańczak opisuje swoje doświadczenia z pobytu w ciasnej celi wraz innymi, z którymi łączy go jedynie: wspólna cela, wspólny cel (przespanie się) oraz wspólne ciepło, a także fakt budzenia się w każdej chwili, gdy słyszalny jest głos katowanej osoby.

Wiersz O dalszy pomyślny jest pobożnym życzeniem Barańczaka o to, by literatura pozostawała nieskrępowana i by nadal pozwalano poecie pisać.

Ostatni w tym tomiku wiersz o śniegu (Śnieg VI) zwraca uwagę na zimowe zwierzęta futrzane, z których robi się kożuchy – wyprane jednak chemicznie szybko tracą wartość, a zwierzęta pozostają nagie (bez futra) w starciu z mrozem.

W wierszu Może jednak wyraża Barańczak nikłą wiarę w to, że „może jest jakaś nadzieja” na lepsze jutro. Choć czasem chciałby przestrzec młodych, że „to nie ma sensu”, to po cichu wierzy, że może czekać ich lepsza przyszłość niż jego.

Ostanim wierszem kończącym tomik jest Elegia czwarta, przedwiosenna. Cieszy się w niej Barańczak z tego, że „znów się udało” – przeżył kolejną zimę, przeczekał złe czasy, wszystkie kolejki i aresztowania. Czeka jedynie do jakiejś wiosny, w której nie będzie cieszył się z tego, a z prawdziwej wolności, z „życia naprawdę”.


Bibliografia

S. Barańczak, Dziennik zimowy (Wiersze okolicznościowe), [w:] idem, 159 wierszy 1968-1988, Kraków 1990, s. 93-124.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.